3 mini recenzje - T-ara, 4Minute, Secret

Miałam powoli przymierzać się do podsumowania comebacków i debiutów z ostatnich tygodni, jednak kiedy zaczęłam od 4Minute wyszła mi z tego mini recenzja. Połączyłam to z T-arą, bo na pozór są to podobne koncepty i na dodatek wsadziłam tu Secret, na osłodę i oczyszczenie po tych dwóch kolorowych bombach. Czyli mamy powroty 3 dość znaczących zespołów w tym samym czasie. W przypadku dwóch pierwszych miałam nie lada problem, żeby wyrazić się jasno co o nich myślę i chyba do tej pory sama siebie nie rozumiem. I wiem, że będzie kilka kwestii z którymi się ze mną nie zgodzicie.


  • 4Minute - What's Your Name? [25 kwietnia]
4Minute jest zespołem, który zdecydowanie lubię i nawet jeśli na początku nie jestem przekonana do ich piosenek, to później większość z nich (mówię tylko o singlach promocyjnych) katuję do znudzenia. Trudno jest określić jaki styl w muzyce reprezentują, bo oryginalnie był to trochę klubowy elekropop, jednak z czasem się to zmieniło i zaczęły próbować innych rodzajów popularnej muzyki (jak w Heart to Heart czy Volume Up). Ten comeback był zapowiadany jako "powrót do korzeni", czyli teoretycznie singiel w stylu Muzik czy Hot Issue. Zmartwiło mnie jednak to, że produkcją ma się zająć Brave Brothers. Wiecie, ja bardzo lubię jego muzykę, a szczególnie "szybkie smęty", jednak od jakiegoś czasu gościu jest zbyt rozchwytywany i chyba nie do końca się stara. Na domiar złego przy 4Minute poszedł w ten sam trend co w w przypadku Ice Cream dla Hyuny - dużo autotune i elektronicznych brzmień użytych w taki sposób, że nawet jeśli piosenka jest chwytliwa, to męcząca. Miałam nadzieję, że po I Got A Boy, nie usłyszę więcej upychania na siłę wszystkich możliwych odgłosów i dźwięków do jednego utworu, a jednak...
Także What's your name? teoretycznie wpadło mi w ucho, jednak kiedy przesłucham więcej niż 2 razy mam dosyć (naprawdę, panie Brave Sound... szczekanie psa w tle?). O dziwo najbardziej podoba mi się moment... rapu Hyuny. Serio, to mi akurat tutaj pasuje i sądzę, że ma coś takiego chwytliwego w sobie (bingbing mal dolliji malgo~). Teledysk idealnie odwzorowuje piosenkę - dziewczyny są ślicznie i wyglądają dobrze, ale natłok jaskrawości, sztucznej scenografii, kolorowych zombie i innych dodatków jest dla mnie męczący i powoduje przesyt.
Połączenie jednego z drugim zakrawa o kicz i lekką przesadę, dlatego czuję się rozczarowana. Bo z pozoru wszystko jest dobrze i tak jak wcześniej, ale czuję, że ktoś tu przedobrzył. Wolę jak takie piosenki choć trochę opierają się na innym gatunku muzycznym (np. na funku, hip-hopowym bicie), a nie na pustych dźwiękach wziętych znikąd. Tak jak wspomniałam, lubię 4Minute i na przykład ich ostatnie Love Tension (japoński singiel) bardzo mi się spodobało, nie obraziłabym się, gdyby poszły w tym kierunku i już tak zostały. Ewentualnie zamieniły Brave Brothers na Shinsandong Tigera. 
Tą piosenkę wolę bardziej w postaci występu na żywo. Bo choreografia jest fajna, a ten koncept z taką muzyką pasują na scenę. Nie wiem, może gdyby to nie było 4Minute, to nie miałabym tylu "ale", jednak od tego zespołu wymagam więcej.


  • T-ara N4 - Jeon Won Diary [28 kwietnia]
Do T-ary miałam zawsze neutralny stosunek, który był sumą piosenek, których nienawidzę (Yayaya i Roly Poly) i tych które uwielbiam (Lovey Dovey), bądź lubię (Bo Peep Bo Peep). Ich muzyka, nie oszukujmy się, jest mało ambitna i niewymagająca, jednak strasznie chwytliwa. I czasem tak się zdarzyło, że dodatkowo całokształt przypadł mi do gustu. Samymi dziewczynami się zbytnio nie interesowałam. Oczywiście do czasu... 
Po skandalu z Hwayoung, nie ukrywam, moje podejście zmieniło się z obojętnego na to bliższe negatywnemu. Tyle się naczytałam o tym, jak również o innych (domniemanych) wykroczeniach poszczególnych członkiń zespołu, że trudno mi teraz nie patrzeć na nie i nie wyobrażać sobie, że te śliczne dziewczyny mogą być diablicami wcielonymi. Możecie mówić, że przyklejam łatki, ale nic na to nie poradzę, zresztą zakładam, że macie podobnie. 
Patrząc na komentarze na netizenie, widać, że w Korei to one za bardzo życia nie mają (co innego światowi fani, ich populacja na pewno zmalała, ale jeszcze się trzyma). Może top komentarze na stronach informacyjno-plotkarskich nie są głosem narodu, jednak jeśli weźmiemy pod uwagę, że Queens nie mają głosu w ogóle (chociaż fanchanty na występach słychać), to coś musi w tym być... Dlatego zdziwiła mnie determinacja wytwórni i brak tzw. "czasu przeznaczonego na refleksję" (nie liczę Sexy Love, bo tu było za późno na cofnięcie się). Dodatkowo dziewczyny wyszły wszystkim na przeciw, m.in zadając w piosence pytanie Why are you hating? i emanując pewnością siebie. CCM od początku nie może sobie poradzić z tym skandalem i (niepotrzebnie) najpierw pokazują, że dziewczyny biorą hejterów na klatę, a potem karzą im się popłakać w Beatels Code. Ale wiecie, że cały ten skandal i otoczka wokół niego to temat rzeka, więc już to zostawiam. Chociaż po części rozumiem co przechodzą fani T-ary, w końcu podobnie było przy skandalu z Block B...
Spróbuję sobie wyobrazić, że żadne z tych dziwnych sytuacji nie miało miejsca i zespół T-ara, do którego mam neutralny stosunek, wraca sobie po Lovey Dovey w 4 osobowym sub-unicie. Pozwólcie, że
wypowiem się tylko na temat dance version, bo wiecie, że nie lubię tych pseudo dram w wykonaniu CCM (nawet jeśli ta jest dużo krótsza). 
Więc, pomijając wszystkie skandale i skupiając się na samej muzyce, muszę wam powiedzieć, że ta piosenka bardzo mi się spodobała i mam na niej takiego samego bzika jak na punkcie Lovey Dovey. Mimo, że mamy do czynienia z misz-maszem różnych stylów i zmienianiem tempa, to i tak jakoś wpadła w moje gusta. Zakładam, że dużo robi tutaj początek, czyli ten saksofon, który (zapewne tylko moim zdaniem) dobrze pasuje do klubowego bitu, wykrzyczony chórem tekst piosenki, rap Taewoona (mogli chociaż o nim wspomnieć w tytule, ale już mniejsza o to) i to głupie, ale mega chwytliwe ding daringa ringa ring~. Koniec z tym całym Why you hatin? i tańcem Sungmina w teledysku, również mi się podoba, więc może to pozwala mi nie zwracać uwagi na środek utworu (widzicie o czym mówię? z jednej piosenki można by było zrobić trzy...). W tym momencie nazwiecie mnie hipokrytką, no bo w końcu przed chwilą pisałam, że nie podoba mi się singiel 4Minute, mimo, że oba są w podobnym stylu.
Dokładnie, tylko podobnym. Przy 4Minute napchano wszystkiego w jedną piosenkę, która opiera się na dźwięku niczym z gry komputerowej, a tutaj melodia składa się głównie z saksofonu i mocnego bitu. Jeon Won Diary wydaje się takie... prostsze.
Choreografia jest w stylu T-ary, czyli łatwa, składająca się z charakterystycznych i dziwnych ruchów. Oczywiście muszę wspomnieć, że wygląda genialnie w wykonaniu SPEED (co ja ostatnio mam z tymi nowymi zespołami...), chociaż nie wiem czy mieszanie ich w ten comeback wyjdzie im na dobre...
Teledysk ścierpiałam dlatego, że jest to dance version, zakładam, że gdyby było inaczej znowu zaczęłabym rzygać tęczą. Niech ten trend na jaskrawe kolory się skończy...
Ale bez względu na to, jak bardzo podoba mi się piosenka, nadal muszę oddzielać muzykę od samego zespołu.


Nawet nie wiecie jak trudno było mi ubrać w słowa to co myślę i zaznaczyć różnicę pomiędzy tymi dwoma comebackami, która wpłynęła na to, że jeden mi się podoba, a drugi nie. Sądzę, że to jest też kwestia gustu, którego w moim przypadku nie da się dokładnie zdefiniować. I tego, że T-ary piosenki zawsze są w takim kolorowym, trochę głupiutkim i energicznym stylu, a po 4Minute spodziewałam się czegoś lepszego.

  • Secret - Yoohoo [29 kwietnia]
Secret wracają do swojego pierwotnego stylu, czyli słodyczy w czystej postaci. Yoohoo jest piosenką lekką i wakacyjną. Może nie trafia do końca w moje klimaty, jednak nie zaprzeczę, że nastraja pozytywnie. Teledysk jest równie uroczy i opowiada o tym jak dziewczyny trafiają na bezludne wybrzeże z którego nie mogą się przez jakiś czas wydostać. Lubię sposób w jaki odgrywają tą sytuacje, bo tak słodko przereagowują i wyolbrzymiają swoje emocje. Sceneria jest cudowna, aż miło się patrzy na lazurowe morze, czyściutki piasek, turkusowe niebo... Sądzę, że dziewczynom najlepiej jest w takim koncepcie, bo pasuje do nich i ma się wrażenie, że lubią to co robią. Może trochę brakuje mi tutaj tego retro stylu, jaki zazwyczaj reprezentują swoimi stylizacjami i ogólną scenerią, ale są nawiązania do tego przy zdjęciach promocyjnych i ujęciach z choreografią, więc już się nie czepiam. Ogólnie retro koncept jest dobrym pomysłem, bo raz, że samo pojęcie "retro" jest dość obszerne i można czerpać inspiracje z różnych dekad i modnych wtedy trendów, a dwa, do Secret to po prostu pasuje. Cieszę się, że trzymają się głównie tego, bez żadnych zbędnych eksperymentów (no chyba, że za takowy uznamy Poison). O, i bardzo dobrze, że Zinger to już nie Zinger a Jung Hana. Nie wiem po co zmieniała takie ładne imię na pseudonim kojarzący się tylko z kanapką z KFC.. 
Także, mamy lekką piosenkę, urocze MV, śliczne dziewczyny, czyli trochę nudny, ale jak najbardziej udany comeback. Ja mam słabość do wszystkiego co słodkie i chwytające za serce, więc mam takie a nie inne podejście.
Zaczyna się sezon na wakacyjne teledyski, dzięki ci Koreo, mi zostało jeszcze 1,5 miesąca... 


No tak, miały wyjść 3 krótkie recenzje, wyszła jedna średnia, druga długa, a trzecia za krótka, no trudno...
Z tym normalnym podsumowaniem wrócę już niebawem ^^

10 komentarzy:

  1. według mnie wszystkie piosenki są ok, ale jeon won diary jest taka nienachalna, przez co lubię ją jakoś bardziej. a recenzję shinee dodasz? proszęproszęproszę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie będę miała czasu na pełną recenzję, ale na pewno napiszę o nich przy podsumowaniu, które powinno ukazać się w przyszłym tygodniu ^^

      Usuń
  2. Mi się strasznie podoba teledysk do "Jeon Won Diary" ale chodzi mi tutaj o drama ver. Jakby to powiedzieć, nie ma w nim takiego szpanu no i momentami jest zabawny. Cieszę się ,że dali dwie wersje teledysku, gdyż niektórzy (np. ja) nie cierpią jak idole cały czas tańczą w tych kwadratowych pomieszczeniach. Aż można klaustrofobii dostać od samego patrzenia :D Ale to też zależy co kto lubi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi się podoba piosenka 4Minute i N4 bo są bardzo chwytliwe jeśli chodzi o piosenkę Secret to przesłuchałam ją raz i chyba jakoś do mnie nie trafiła. Za dużo słodyczy. Nie jest tak że nie lubię słodkich piosenek tylko czasem jakaś mi się spodoba a czasem nie

    OdpowiedzUsuń
  4. 4 minute i Hyuna najlepsze . ♥ moj ulubiony moment to takze rap Hyuny i ten moment Gayoon i nie wiem dlaczego dla Ciebie o dziwo rap Hyuny przeciez ona jest bardzo dobra raperka , to nie jest dziwne , a to ze jej nie lubisz to juz inna historia :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdzie nie napisałam, że jej nie lubię. "O dziwo" w tamtym zdaniu odnosiło się do tego, że zazwyczaj nie jest tak, że jej rap jest moją ulubioną partią piosenki. Zwykle, ani mi jakoś specjalnie nie wadzi, ani nie jestem nim zachwycona (tu już wychodzi kwestia gustu), a w tym wypadku wyjątkowo mi się podoba (co, jak jeszcze raz podkreślam, nie oznacza, że zwykle go nie lubię).

      Usuń
    2. spoko, no bulwers ;D

      Usuń
  5. Haha. Ja mam właśnie na odwrót. Ogólnie nie jestem fanką ani muzyki 4minute, ani też samego zespołu, jednak "What's your name?" mnie przekonało. Właściwie jest to druga piosenka,która faktycznie wpadła mi w ucho i przyjemnie się jej słucha. Chociaż faktycznie potrafi zmęczyć, głownie tymi dźwiękami w tle, które sprawiają, że po kilku przesłuchaniach człowieka boli głowa (przynajmniej ja tak mam), ale do wygłupów i tańczenia jak najbardziej się nadaje. Właściwie teledysk jest nawet, nawet. Nie licząc, że nie ogarniam tego motywu z zombie, który w ogóle mi tam nie pasuje i troszkę psuje wszystko. Podoba mi się jak dziewczyny są ubrane i w ogóle cała sceneria, jednak bardzo kojarzy mi się z "I got a boy", zarówno piosenka jak i MV. Widać, że nastał czas "energetycznych comebacków" dla girlsbandów.
    To przejdźmy do T-ary...tutaj za to piosenka w ogóle mi w ucho nie wpadła, a wręcz zmęczyła niemiłosiernie, ledwo do końca dosłuchałam. Fanką zespołu też nie jestem, no nie ukrywając mam dość negatywny stosunek do dziewczyn, po tym wszystkim co wyprawiają, nie wiem czy dobrze je odbieram, ale wydają mi się sztuczne z zachowania, a do tego nie mają w sobie nic co mogłoby neutralizować ten stosunek. Do tego piosenki są mało ambitne, bardzo męczące, wiec jestem na nie.
    Co do Secret...znów fanka nie jestem, ale do dziewczyn mam raczej neutralny stosunek. Zawsze kojarzą mi się z takimi melancholijnymi piosenkami, a tu proszę (tak, tak...to mi się z kolei kojarzy z "Loving U" by Sistar) wesoła, pogodna piosenka i kolorowy teledysk, czyli sam lukier. Ogólnie utwór pozytywny, taki do przesłuchania, ale niestety też mnie zmęczył, chociaż liczę, że troszkę zmienię zdanie, bo szkoda, żeby od takiej pioseneczki dostawać migreny. Dobra to chyba na tyle. Uff.../Emiko

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak puściłam 4minute to zaczęłam się zastanawiać czy nie puściłam dwóch piosenek naraz XD. Jednak muszę przyznać, że podoba mi się, bo wielbię takie ,,mózgotrzepy" ;p
    O T-ara nie będę się wypowiadać, bo mam zbyt negatywne nastawienie do tych dziewczyn, żeby obiektywnie to ocenić.
    A co do ostatniego... Omo jakie to urocze *.* Już się w tym zakochałam ;3

    OdpowiedzUsuń
  7. Co do całego skandalu z T-ara to według mnie jest to wyssane z palca.. Jakbyście pofatygowali się chociaż odrobinę znaleźlibyście filmiki na których oskarżane dziewczyny z T-ary przytulają Hwayoung i o nią że tak się wyrażę "dbają".. Jeśli chodzi o filmik w którym Eunjung wpycha Hwayoung placek ryżowy do buzi to był żart, jeden z tych które dziewczyny bardzo często robią sobie nawzajem. Więc weźcie sobie to "negatywne nastawienie" wsadźcie :)

    OdpowiedzUsuń