Niepokojące wpisy lidera ZE:A (update)


Kiedy pisałam ostatniego posta nie zakładałam, że zrobię update. Jednak pojawiły się o to prośby, zresztą myślę że to o czym napisałam wzbudziło wiele emocji i teraz wypadałoby kilka rzeczy wyjaśnić, bo cała ta sprawa poszła w kierunku, którego nikt wcześniej by się nie spodziewał. Tweetów Lee Hoo od przedwczoraj trochę przybyło i chyba nie ma sensu, żebym znowu przetłumaczyła wszystko słowo w słowo, ale postanowiłam choć trochę wytłumaczyć to co jeszcze się wydarzyło, bo wychodzi na to... że to już koniec całego zamieszania. 

W momencie w którym publikowałam poprzedni wpis, na profilu Lee Hoo już pojawiały się nowe tweety. Na początku były to nadal mało pocieszające informacje, między innymi o tym, że wytwórnia bardzo niesprawiedliwie dzieli zyski (w stosunku 7:3, czyli 70% przypada wytwórni, 30% jeszcze 9 osobom do podziału), że ich kontrakt jest za długi (12 lat razem z wliczeniem dwuletniej służby wojskowej), że nie był ubezpieczony podczas brania udziału w "Dream Team" (dlatego po tym jak trafił do szpitala ze złamaną nogą bardziej martwił się o rachunek niż o swoje zdrowie). Wtedy już jego słowa nie były pisane wprost do CEO Star Empire, a bardziej wszystkich dyrektorów w branży rozrywkowej w ogóle, gdzie niestety liczą się tylko pieniądze, przez co nikt nie słucha ludzi którzy w jakiś sposób przez nich cierpią. Bo ważniejsze jest obliczanie zysków i strat. I nie chodzi tu tylko o sytuację Z:EA, a większości idoli. 

Nie wiem dlaczego pieniądze postawiły mnie w takiej sytuacji. Przez pieniądze nie mogłem powiedzieć tego, co leżało mi na sercu. Wszystko czego potrzebowałem, to kilka ciepłych słów... ale to oni sprawili, że tacy jesteśmy... 
W życiu chodzi tylko o pieniądze. Szczególnie branża rozrywkowa jest skupiona na pieniądzach. Nie wierzcie mediom, to wszystko jest zakłamane i zmanipulowane. Jest powód dla którego słodki cukierek rozpuszcza się szybciej. 

Myślę, że jedynym co było pocieszające w tamtym momencie, to wsparcie jakie dostał lider ZE:A. Wszyscy poczuli do niego respekt i kierowali słowa otuchy dla jego zespołu i innych osób pracujących w tej wytwórni. "On to ma dopiero jaja, żeby tak się postawić", "tak właśnie zachowuje się prawdziwy lider", "inni powinni brać z niego przykład" głosił nie jeden komentarz.  Tamtą serię tweetów Lee Hoo zakończył informacją o tym, że właśnie idzie wszystko przedyskutować z CEO swojej wytwórni. W większości osób wzbudziło to pewnie obawy, ale również ciekawość, co będzie dalej, czy ZE:A będzie miało z tego powodu jakieś konsekwencje i przede wszystkim: jakie dokładnie brudy ze Star Empire i innych wytwórni miały zostać ujawnione? 
Później pojawiły się kolejne tweety, które wszystkich lekko zdziwiły, ponieważ Lee Hoo napisał, że po rozmowie z CEO wytwórnia Star Empire będzie teraz po części sterowana przez ZE:A (może po prostu chodziło o zwykły wpływ na swoje własne losy), a do tego warunki umowy podpisanej z agencją zmieniły się diametralnie na koszt zespołu. 

Prawda jest taka, że ostatnio CEO Shin Joohak stracił wszystko i został z pustymi kieszeniami. Nadal jestem rozczarowany i cię nienawidzę, ale byłeś naszym szefem przez 8 lat. Byłem za ciebie odpowiedzialny... i ta odpowiedzialność... wezmę na siebie całą złość publiczności i fanów. Ja i CEO Shin Johak weźmiemy za to odpowiedzialność. Warunki kontraktu zostały odwrócone i teraz to my dostajemy 7, na każde 3 dla CEO. 

Najwyraźniej Lee Hoo nagle złapał sentyment do swojego szefa, który bądź co bądź zajmował się nim przez kilka ostatnich lat. Ale sam fakt, że od razu po jednej rozmowie i wbrew problemom które wytwórnia może mieć przez to co wydarzyło się ostatnimi dniami, lider ZE:A uzyskał dokładnie to czego chciał jest trochę... dziwny. 
Lee Hoo dalej pisał o tym, że jego głównym celem było zwrócenie uwagi nie tyle co swojej wytwórni, ale dyrektorów innych agencji zajmujących się idolami. By warunki w których pracują poprawiły się, a ludzie zwracali więcej uwagi na swoje uczucia i potrzeby, a nie pieniądze. Dziękował wszystkim, którzy czytali jego wiadomości i pokazali wsparcie. A teraz już będzie cicho, bo Shin Joohak go o to poprosił.

Nie jestem tchórzem... ale od teraz pozostanę cicho. Będę oglądał.. Do wszystkich dyrektorów agencji i ich pracowników, zajmijcie się swoimi problemami, naprawcie swoje błędy, zdajcie sobie z nich sprawę i przeproście... co ja, co wszyscy chcemy, to odłożenie wszystkiego i słuchanie serc waszych artystów. 
(...) proszę miejcie na uwadze, że mam broń, która może wywrócić całą branżę do góry nogami. Przepraszam, że sprawiłem kłopot... i dziękuję raz jeszcze. Dzięki wam znów znaleźliśmy nasze nadzieje, marzenia, cele... dziękuję i proszę, żebyście nas wspierali.

Dalej trochę tłumaczy się z pewnych nieporozumień które media wytworzyły pisząc o tej sprawie (między innymi, że całą tę akcję zrobił dla pieniędzy, że ZE:A i tak dobrze zarabia bo niektórzy członkowie zespołu są popularni etc.), po czym w akcie obrony wyjawił kolejną mało wesołą część swojego życia jako osoby trenującej w Star Empire.

 (...) Ponieważ byłem mężczyzną i liderem, osobą reprezentującą ZE:A, zostałem spoliczkowany przez CEO Star Empire. I to nie raz czy dwa. Tak silne działanie... Też jestem człowiekiem, więc jeśli chciałbym pieniędzy, powiedziałbym to już na samym początku. Eh...

Jak nie trudno zgadnąć, aż tak szybkie rozwiązanie sprawy zaskoczyło niejedną osobę. Jednak kilka godzin później stało się coś jeszcze dziwniejszego, bo kolejne wpisy tworzone przez Lee Hoo były już w zupełnie innym tonie. Wcześniej były pełne żalu, goryczy i smutku, a teraz stały się czułymi słowami, poczuciem wdzięczności i nadzieją. CEO Star Empire, pokazany jako nieczuła kreatura nagle stał się kimś przed kim można się otworzyć i wszystko normalnie przedyskutować. 

CEO i ja skończyliśmy naszą rozmowę chwilę temu i jestem bardzo wdzięczny, że moje żale zostały wysłuchane. Chciałbym wyrazić wdzięczność mojemu CEO, który wysłuchał moich szczerych słów i wziął je pod uwagę. 
 (...)
Od teraz będę chronił ZE:A i CEO Star Empire. Szczególnie ZE:A, bo bardzo ich kocham. I to nie tylko moje zdanie... Siwan miał teraz swój grafik, ale.. oglądanie CEO wytwórni muzycznej, który płacze i przeprasza sprawiło, że chcemy go chronić jeszcze bardziej. 
CEO Shin Joohak powiedział, żebym był cierpliwy.. dlatego nie ujawniam żadnych informacji. Powiedział mi też, żebym zostawił kwestię innych wytwórni... płakał, on też jest człowiekim... i mężczyzną, dlatego powiedział mi to wszystko. Teraz jesteśmy po tej samej stronie, my... eh. Będę cierpliwy. Ponieważ nasz CEO przeprosił w imieniu całej wytwórni. 

Jakby przewidując że ludzie czytający te słowa nie do końca będą w stanie w nie uwierzyć, Lee Hoo dodatkowo umieścił zdjęcie podpisu swojego szefa.



Jednak to też nikogo za bardzo nie przekonało. Nie wiem, może to po prostu była próba udowodnienia tego, że udało mu się wywalczyć swoje, że Shin Joohak zgodził się na to wszystko bo szczerość Lee Hoo chwyciła go za serce. Później oczywiście po jego słowach nastąpiło oficjalne oświadczenie przez wytwórnię, że konflikt został już zażegnany, wszystko w wyniku bardzo szczerej i emocjonującej rozmowy między Junyoungiem a CEO, która trwała wiele godzin. 
Z racji tego, że wszyscy obserwujący na bieżąco przebieg zdarzeń nadal byli mocno zmieszani, Junyoung opublikował kolejne tweety, w których tłumaczy, że to co działo się przez ostatnie godziny jest dopiero podsumowaniem czegoś, co ciągnie się od dłuższego czasu. 

Wygląda na to, że jest wielu ludzi którzy wierzą w to, że myślę tutaj tylko o sobie i uciszyłem się po tym jak dostałem pieniądze. To nie prawda. Wczoraj byłem świadkiem łez CEO. Czy to wszystko było kwestią jednego dnia? Nie. To skutek ucisku trwającego przez lata. Czy coś ukrywam? Nie. To jest jedynie zawieszenie broni. 

Ale jednocześnie zapowiada, że to jeszcze nie koniec "wojny".  

(...) Wezmę na siebie całą brudną robotę, ale czy wszyscy możecie z przekonaniem powiedzieć, że zostaniecie po mojej stronie do samego końca? Zadecyduję, jeśli zobaczę, że we mnie wierzycie. Nie zostawiajcie komentarzy pod artykułami w internecie, ale piszcie na moim Twitterze, razem z imieniem i numerem, jeśli jesteście chętni by być po mojej stronie.
(...) 
Zacznę wojnę, tak jak to mówicie. Ale w zamian, proszę pokażcie jak wielu ludzi we mnie wierzy, poruszcie moje serce. Jeśli mówicie, że naprawdę potrzebujecie pomocy... liczę na was. 

Na tym w sumie kończy się cały mój update, bo to były ostatnie słowa napisane przez Junyeonga. Trzeba przyznać, że cała ta sprawa z jednej z najbardziej "rewolucyjnych" akcji podjętych przez idola przerodziła się w całkiem niezrozumiałą sytuację. Myślę, że nadal należy mieć respekt do tego czego Lee Hoo się na początku podjął, bo zwrócił uwagę na wiele ważnych kwestii, często niedostrzeganych czy zapominanych przez osoby prowadzące branżę muzyczną w Korei (i również tych, którzy są jej fanami). Tylko czy później faktycznie wszystko potoczyło się tak gładko jak napisał czy może za kulisami doszło do jeszcze gorszych działań ze strony jego CEO... spekulacji na ten temat jest wiele. Jedni są zdania, że uciszono go siłą, inni gratulują mu dopięcia swego. Myślę, że my i tak nie jesteśmy w stanie dowiedzieć się wszystkiego. O tym czy intencje jego szefa są szczere bądź od jak dawna cała ta sprawa się ciągnie. Mam tylko nadzieję, że i on, i ZE:A i każdy inny zespół ze Star Empire nie ma teraz żadnych większych problemów. A na konkrety chyba trzeba będzie trochę poczekać i mieć dystans do wszystkiego co będzie nam dane przeczytać na ten temat. 

cr: blog.koreaboo.com

2 komentarze:

  1. OK... to wszystko wydaje mi sie troszkę... dziwne. Mam tylko nadzieje że nie jest to żadna manipulacja i ,,przymuszenie" lidera do wypowiedzenia nie swoich słów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem już co mam o Tym myśleć ...

    OdpowiedzUsuń